niedziela, 26 marca 2017

Natura Siberica Scalp Scrub- peeling do skóry głowy, kilka słów o peelingu

Tematyka pielęgnacji skóry głowy jest ostatnio dosyć mocno poruszana. Moim zdaniem bardzo dobrze. Dbamy przecież o siebie od stóp do głów. A bardzo często o tej głowie czyli dokładnie skalpie zapominamy. Jakiś czas temu na blogu pojawiła się pierwsza część na temat pielęgnacji skóry głowy. Jeśli jesteście zainteresowane możecie poczytać o tym tutaj. Nie wiem czy interesują Was takie czysto suche wywody dlatego postanowiłam połączyć recenzję pewnego peelingu i paroma słowami o samym celu ich stosowania.

Macie swoje ulubione reklamy? Ja mam jedną odnośnie skóry głowy. Reklama szamponu Head&Shoulders. Widzimy tam jak ludzie walczą z łupieżem i obsypaną skóra na ciemnych ubraniach. Kiedy pojawia się sypanie z głowy najczęściej lecimy po szampon przeciwłupiezowy mając własnie taki obraz chociażby z reklam. Co zazwyczaj się dzieje ? Odczuwamy ulgę, ale przy dłuższym stosowaniu niewiele się zmienia. Szampony przeciwłupieżowe bardzo dobrze oczyszczają skórę głowy. Najczęściej mają również dodatek np mentholu , co daje nam chwilowe poczucie ulgi. Mentol chłodzi i daje poczucie odświeżenia. Jakież jest nasze zdziwienie kiedy po jakimś czasie znów sypie się nam z głowy ? Przy początkowym używaniu takich szamponów, skóra zostaje dobrze oczyszczona z zaległości silikonów, środków do stylizacji oraz obumarłego naskórka. Jednak po czasie stosowania pozostaje nam mocno przesuszona skóra głowy, która znów zaczyna się sypać. I tak dalej i tak dalej... Ponadto ciągłe oczyszczanie skóry głowy daje sygnał gruczołom łojowym , aby produkowały więcej obronnego łoju w efekcie włosy są notorycznie przetłuszczone. 

Przewlekłe sypanie się suchej skóry , uczucie spięcia czy swędzenia najczęściej spowodowane jest przesuszeniem skóry głowy. A co robimy kiedy skóra naszego ciała jest wysuszona? Staramy się ją natłuścić i nawilżyć. Dlaczego więc traktujemy skórę głowy silnymi detergentami i mocnym oczyszczaniem?

Jak działa peeling na skórę głowy ?
Po pierwsze złuszcza resztki martwego naskórka. Dzięki czemu skóra jest lepiej oczyszczona. Dodatkowo oczyszcza skórę głowy z resztek produktów do stylizacji czy silikonów. Poprawiamy również penetrację składników aktywnych z wcierek , masek i innych produktów , które nakładamy na skórę głowy. Masaż skóry peelingiem poprawia jej ukrwienie,  pobudza cebulki włosowe.
Moim zdaniem powinniśmy używać peelingu na skórę głowy raz w miesiącu jeśli nie mamy jakiś większych problemów. Jeśli używamy wielu produktów do stylizacji, czy zawierających np silikony , peeling taki możemy stosować spokojnie raz na 2 tygodnie. Peeling należy wykonywać delikatnie, bardziej ruchami masującymi. Nie należy mocno trzeć, żeby dodatkowo skóry nie podrażniać.

Peelingów na rynku jest wiele możemy wybrać te mechaniczne jak i enzymatyczne. Możemy również do naszego szamponu dodać jakiś składnik ścierający i tak uzyskać szybki peeling . Nie używałabym w tym celu soli, gdyż może to dodatkowo podrażnić skórę głowy. Lepiej wg mnie sprawdzi się cukier, który dodatkowo podczas masażu rozpuści się. Odrzuciłabym produkty, które nie rozpuszczają się w wodzie, bo będzie problem z ich wypłukaniem. 

Na rynku wcale nie ma dużego wyboru peelingów do skóry głowy. Ja pokochałam peeling Kerastase, który niestety został wycofany i zastąpiony glinką do oczyszczania skóry głowy i włosów. Miałam okazję używać również peelingu enzymatycznego O'right, który działał również dobrze. Ponieważ mam delikatną i problematyczną skórę głowy postanowiłam przy okazji zakupów zaopatrzyć się w peeling do domu. 

Wybór padł na Natura Siberica Scalp Scrub.





Peeling przeznaczony jest dla wszystkich rodzajów skóry. Produkt na bazie Rokotnika Ałtajskiego.




Zawarty jest w wygodnej tubie, którą można podstawić na półce, czy wannie. Lubię takie rozwiązania, bo nie muszę trzepać butelką, żeby wydobyć peeling. Zabezpieczony sreberkiem- mam więc pewność, że nikt go przed nami nie używał.




Ma wodno-żelową konsystencję , podobną do szamponu a wewnątrz zawarte są drobinki ścierające. Peeling należy najpierw rozmasować na skórze głowy, a następnie pozostawić 3 minuty i porządnie spłukać. Niestety wypadł bardzo słabo w porównaniu do peelingów, które miałam okazję wcześniej używać. Nie mam takiego uczucia oczyszczenia i świeżości. Dawałam mu szansę parę razy myśląc, że się przekonam. Niestety dla mnie jest bardzo delikatny. Zbyt delikatny, Nie czuję dobrego oczyszczenia. A nie mam czasu na stosowanie go raz w tygodniu tak jak zaleca producent. Czasem ciężko mi go wypłukać mimo iż mam głowy krótkie, a w połowie wygolone. Nie wyobrażam sobie co by było gdybym była posiadaczką bujnych długich hair'ów ;)

200 ml tego  peelingu kosztuje między 20-30 zł.

Cóż pozostało mi szukać dalej , produktu do domu lub zostać przy peelingu w salonie :)

poniedziałek, 20 marca 2017

For Life & Madaga Mineral krem 24 H


Dzisiaj o kolejnym produkcie do pielęgnacji twarzy. Kremie mineralnym do codziennej pielęgnacji For Life & Madaga .




Krem przeznaczony jest dla wszystkich typów skóry. Zawiera kompleks minerałów z Morza Martwego oraz witaminy.

Bardzo lubię kremy w formie pompki. Dodatkowo ten ma tłok wypychający krem do góry a nie pompkę z rurką dzięki czemu krem na pewno się nie zmarnuje. Producent piszę, że krem przeznaczony jest dla wszystkich typów cery. Ma dosyć lekką konsystencję dlatego nie powinien zaszkodzić posiadaczom cery tłustej czy mieszanej. Dla mnie jest wystarczający choć dość lekki. Mam uczucie dobrego nawilżenia.


Ma delikatny zapach, który na początku kojarzył mi się z takim babcinym. Ale szybko się przyzwyczaiłam. Bardzo szybko się wchłania i idealnie nadaje się pod makijaż. Na noc wolałabym jakąś cięższą wersję, ale to chyba kwestia przyzwyczajenia, bo nie odczuwam dyskomfortu. Cera jest ładnie nawilżona, nie jest tłusta. Nie zapycha skóry i nie powoduje żadnych efektów w postaci wyprysków.



Zawarty jest w praktycznym opakowaniu o pojemności 50 ml

Niestety nie znalazłam ceny tego kremu.

sobota, 18 marca 2017

Yankee Candle Snowflake Cookie

Yankee Candle Snowflake Cookie to kolejny słodki zapach jaki wpadł mi w ręce. 

Wygląda jak cukiernicze cudeńko – jak maleńkie, pachnące wanilią, bardzo maślane ciasteczko oblane dekoracyjnym, różowym lukrem. Jakby tego było mało... tak samo pachnie! Bo wosk Yankee Candle Snowflake Cookie to kwintesencja słodyczy w najlepszym wydaniu i inspirujący sposób na to, jak w jednej chwili wprowadzić do wnętrza domu odrobinę świątecznej atmosfery. Tradycyjne ciasteczka to punkt kluczowy grudniowych celebracji. Zwłaszcza te pięknie udekorowane, przygotowywane na powitanie Mikołaja i pałaszowane w towarzystwie ciepłego mleka. Albo te, które Yankee Candle sprawnie zamyka w uroczych, świątecznych woskach zapachowych!



To kolejny słodki zapach w ofercie Yankee Candle. Jak dla mnie pachnie jak słodkie , śmietankowe ciasteczka, które jeszcze polane zostały lukrem. Zapach jest bardzo słodki. Również jest bardzo intensywny. Myślę, że to zapach, który albo przypadnie Ci do gustu albo go znienawidzisz. Ja wolę inne zapachy, choć nie jest zły. Na pewno nie nadaje się na codzień. Myślę, że to zapach raczej na zimne wieczory niż wiosenno- letnie ciepłe dni.

Możecie go kupić na goodies.pl

czwartek, 16 marca 2017

Hean Sculpting Facial Palette

Dziś kolejny produkt od Hean. Dziś będzie to paletka do modelowania twarzy. Bardzo lubię takie paletki. O pojedynczych bronzerach, rozświetlaczach i różach zazwyczaj zapominam. A tak to jest wszystko w jednym.



Paletka zawiera róż, rozświetlacz i matowy bronzer.

Paletka do konturowania SCULPTING facial palette - profesjonalna paleta modelująca 3 w 1.
Trio idealne! SCULPTING facial palette to zestawienie podstawowych trzech kosmetyków, dzięki którym osiągniesz efekt perfekcyjnie wymodelowanej, świeżej i promiennej twarzy:
  • Satynowy róż holograficzny - podkreśla i uwydatnia kości policzkowe kolorem pełnym blasku, doskonale sprawdzi się również jako cień do powiek;
  • Rozświetlacz - rozjaśnia i odświeża, może być stosowany również do rozświetlenia łuku brwiowego, kącików oczu oraz na łuk kupidyna;
  • Matowy bronzer – delikatnie rzeźbi, wysmukla oraz modeluje rysy twarzy.
Długotrwały efekt, gładka, równa aplikacja, łatwe, równomierne rozcieranie oraz naturalny, olśniewający wygląd! Idealny kosmetyk do codziennego użytku, do podróżnej kosmetyczki czy do torebki!




Polubiłam się z tą paletką, dlatego jest już zmacana do zdjęć :)


Róż jest opalizujący na złotawą- ciepłą tonację. Nadaje piękny kolor i rozświetla twarz.


Rozświetlacz o szampańskim kolorze.Nie jest to typowe złoto. Nie ma też bardzo dużych drobinek dzięki temu nie wygląda tandetnie.


Bronzer o ładnym odcieniu. Matowy - nie ma pomarańczowych tonów.



A tak prezentują się na skórze. Jak widać są ładnie napigmentowane. A i na mojej trupiej skórze wyglądają ładnie :)

Bardzo lubię tą paletkę. Nie jest tandetna.Czasami róże czy rozświetlacze mają ogromne drobinki tworząc taką dyskotekę naskórze. Te po nałożeniu pędzlem pozostawiają fajną taflę połysku. Dzięki tej paletce twarz wygląda na świeżą i wypoczętą.
Kosztuje 24,99 więc cena jest dosyć atrakcyjna. A Wy jakie rozświetlacze, róże i bronzery polecacie ?

wtorek, 14 marca 2017

Organic Shop Trawa Cytrynowa

Peelingi do ciała, kto z nas ich nie lubi :) Ja ostatnio odkryłam peelingi Organic Shop i zakupiłam kilka wersji:)
O wersji malinowej pisałam tutaj. A dziś kolejny peeling tej marki tym razem wersja trawa cytrynowa



Kocham świeże, orzeźwiające zapachy. Po otwarci Lemon Grass wiedziałam od razu, że się polubimy. Cudowny zapach trawy cytrynowej. Orzeźwiający, cytusowy.


Konsystencja jest zbita i bardzo podobna do wersji malinowej. To mocny zdzierak. Konkretny peeling na cukrowej bazie. Jest dość wydajny i bardzo przyjemny w stosowaniu. Nie pozostawia tłustej warstwy na ciele, której tak nienawidzę. A ponieważ coraz więcej ciała będziemy pokazywać za niedługo namawiam Was do jego wypróbowania :)

Kosztuje od 7- 11 zł w drogeriach internetowych.

Polubiłam go równie bardzo, a może i bardziej niż jego malinową wersję... czekają na mnie jeszcze inne między innymi moja ukochana pomarańcza.

niedziela, 12 marca 2017

Hean High Definition Cienie do powiek Grey glow

Cienie są podstawą makijażu. Ja zdecydowanie stawiam na makijaż oka. Lubię szminki, podobają mi się, ale jakoś sama nie umiem ich nosić. Albo zapominam, albo rozmazuje albo zjadam. Mam nadzieję, że się z czasem przekonam bo jednak są pięknym wykończeniem makijażu.

Ale miało być o cieniach. Dziś paletka cieni Hean High Definition w wersji Grey Glow


Nie wiem jak Wam, ale mi bardzo podoba się połączenie kolorystyczne różu i szarości.

Zazwyczaj nie zachwycam się takimi cieniami typu Hean ale wersja kolorystyczna mi się spodobała i postanowiłam ją wypróbować. Cienie mają konsystencję kremowo- pudrową. Są bardzo dobrze napigmentowane i z łatwością się je nakłada


Starałam się zdjęciem wydobyć najbardziej prawdziwy kolor tych cieni. Jasne, że na monitorach efekt będzie różny także jeśli ejsteście zainteresowane zachęcam do pomacania ich na żywo.

Biały perłowy kolor dosyć mocno napigentowany, różowy to delikatny odcień lekko opalizujący-pięknie się sprawdza do rozświetlania spojrzenia, szary wg mnie jest najmniej widoczny co zresztą udało mi się złapać na zdjęciu. Grafit jest intensywnym kolorem. Wg mnie paletka jest warta uwagi. Kosztuje 14,99,a cienie są przyzwoitej jakości. Ładnie się trzymają. Dobrze się blendują nie tracąc wiele na swojej intensywności.

piątek, 10 marca 2017

Swederm Bronzing Stone

Słońce zaczęło już się pojawiać. Są jednak takie osoby jak ja, którym nie dane jest się opalać. Głownie chodzi o twarz. Gdy zaczyna się sezon słoneczny ja muszę natychmiast sięgać po kremy z wyższymi filtrami. Spowodowane jest to występującą u mnie opryszczką która okala całe moje czoło i wyglądam jakbym się wyrżnęła i przejechała po chodniku. Cóż... Wcale mi to nie przeszkadza. Bardzo często na zdjęciach widać moją bijącą bladość. Dla takich osób jak ja idealnym rozwiązaniem mogą być pudry brązujące.
Na ostatnich Targach LNE zakupiłam Bronzing Stone- alternatywne dla ziemi egipskiej, która jak dla mnie ma za pomarańczowe tony.


Bronzing Stone zakupiłam w zestawie z pędzlem kabuki.

Trochę bałam się kupować kosmetyk ,którego jeden kolor ma pasować do wszystkich typów cery. Kolor nadawany jest przez ilość nakładanego kosmetyku.



Bardzo podoba mi się opakowanie. Filozofia firmy to dbanie także o ekologię. Dlatego też opakowanie jest kartonowe i zamykane na magnes.

Jak widać na zdjęciu Bronzing Stone to raczej typowy bronzer bez pomarańczowych tonów, których na po prostu nienawidzę. Kojarzą mi się zawsze z kimś kto przegiął z samoopalaczem lub za długo siedział na solarium.



Bardzo delikatnie obchodziłam się z tym bronzerem zresztą jak z każdym innym. W świetle łazienki wydaje mi się, że wszystko jest okey, a potem w kuchni widzę, że mam jakieś placki np. Raczej nie brązowiłam nim całej twarzy co bardziej poszczególne partie. Bardzo fajnie natomiast sprawdził się w przypadku przybrązowienia szyi i dekoltu.



Bardzo podoba mi się również pędzel kabuki. Dzięki temu, że jest zamykany jest zawsze czysty, zabezpieczony i idealnie nadaje się do transportu i poprawek w ciągu dnia.



Puder należy nakładać na dobrze zmatowioną skórę, gdyż jest bardzo napigmentowany. Żeby nie porobić plam trzeba otrzepać pędzel i dobrze rozetrzeć bronzer. Specjalnie wybrałam środkową część przedramienia gdyż jest blada jak ściana. zapomniałam zmatowić skórę przed nakładaniem bronzera, ale może to lepiej zobrazuję Wam moc tego pudru.



Bardzo się z nim polubiłam. Jest niesamowicie wydajny więc cena jest jak najbardziej adekwatna do jakości. Miałam w rękach również ich rozświetlacz do którego już wzdycham i pewnie kupie go w końcu,a co? Przecież kosmetyków nigdy nie za wiele ;)
Zestaw możecie zakupić na stronie producenta 

środa, 8 marca 2017

Kobo Professional Pure Pigment -pigmenty do makijażu

Cienie prasowane, wypiekane, w kremie w płynie...
A co powiecie na pigmenty sypkie?

Dziś dla Was Pure Pigment od Kobo Professional 



Intensywne i trwałe perły sypkie, znakomicie przylegają do skóry. Bardzo wydajne w użyciu. Do właściwej aplikacji niezbędne jest użycie bazy EYESHADOW BASE.  


Zawsze się wzbraniałam przed pigmentami do makijażu. Nie bardzo wiedziałam jak się do tego zabrać.Wszystko zawsze lądowało pod oczami i trzeba było zaczynać makijaż od początku. 
Zauroczyły mnie jednak kolory .


Przepiękny srebrny pigment to kolor FROSTY WHITE. Złoto GOLD DUST oraz piękny kobalt CORNFLOWER. Pewnie wzięłabym więcej kolorów ale akurat tylko te były wtedy dostępne.
Zresztą była wtedy promocja i kupowałam je po 5,99 a cena regularna wynosi 9,99.

Niestety ten kobalt był na wyprzedaży koloru. Szkoda kolor jest przepiękny.




Ja mieszam pigmenty z Duraline od Inglota dzięki czemu tworzy się wodoodporna formuła. Pigmenty można użyć do całościowego makijażu. Ten cudowny kobalt zazwyczaj używam do kresek. Oj tak naprawdę robią wrażenie! Ostatnio mam siwe włosy więc jakoś ciepłe odcienie makijażu mi do tego nie pasują tak więc Gold poszedł chwilowo w odstawkę. Pigmenty są niezmiernie wydajne. Zresztą nie używam ich dużo bo nie lubię się świecić jak psu jaja. Na rękę nałożyłam pigmenty na sucho. Jak widać kobalt jest w pełni matowym cieniem. Postaram się wrzucić kiedyś moją kreskę tym kolorem- o ile nie zapomnę zrobić zdjęcia a i pogoda będzie sprzyjająca :)

Czaję się na pozostałe kolory , które zobaczyć możecie tutaj .

Bardzo polubiłam ostatnio Kobo. Jakie produkty polecacie? Zastanawiam się nad zestawem do brwi. 

poniedziałek, 6 marca 2017

Yankee Candle Wild Fig

Zaczyna się wiosna. Pogoda coraz cieplejsza, temperatury coraz wyższe, dni coraz dłuższe. Mimo wszystko wieczorem miło jest usiąść spokojnie i odpocząć. A umilić może nam to jakiś przyjemny zapach 




Owocowa wspomnienie z wakacji spędzanych na południu Europy i aromaterapeutyczna delicja, której kosztować możemy zawsze wtedy, gdy najdzie nas ochota na odrobinę zdrowej, niskokalorycznej słodyczy! Sampler Wild Fig to sto procent naturalnych olejków, których wyjątkowy zapach w niezwykle rzeczywisty sposób przywołuje wspomnienie letniej sjesty, wypraw w nieznane i bogatych, wieczornych uczt podczas których serwuje się figi na sto różnych sposobów. Aromat zamknięty w tej drobnej, ciemnofioletowej świecy w okamgnieniu poprawia nastrój i wypełnia dom przyjaznym, południowym, nieco tropikalnym ciepłem. Idealny pocieszacz na zbliżające się długie, jesienne wieczory i sposób na to, by – choćby na skrzydłach wyobraźni – choć na chwilę powrócić do wakacyjnej Grecji, poczuć na skórze przyjazne promienie słońca a powietrze wypełnić nutami figowej konfitury serwowanej w akompaniamencie owocowego wina.


Wild fig na pewno nie jest zapachem wiosennym, ani letnim.Jest zapachem ciężkim i intensywnym. Absolutnie nie prznosi mi na myśl jakichkolwiek wspomnień letnich, Nie jadłam nigdy świeżej figi-więc nie wiem jak pachnie. Jest to jednak zapach zdecydowanie na zimne wieczory niż nadchodzącą do nas wielkimi krokami wiosnę.

Sampler paliłam jak tradycyjną świeczkę. Możecie również odciąć kawałek i wrzucić do kominka zapachowego.

Zapach dostępny na goodies.pl

niedziela, 5 marca 2017

Wyniki rozdania

Kochani. Rozdanie dobiegło końca. Czas więc na wyniki.




Dodatkowo firma Ekert Nails zdeklarowała się dorzucić od siebie książkę "Toskania, że Mucha nie siada"z autografem autorki. Mam nadzieję, że niespodzianka przypadnie do gustu wygranej.

A jest nią

Nadia z bloga Malinowy Skarbiec :)

Gratuluje i czekam na meila z danymi do wysyłki:)

poniedziałek, 27 lutego 2017

Aqua Pi Woda Micelarna

Jak wiecie już lub jeszcze nie moim ulubionym płynem micelarnym do demakijażu jest Bioderma czerwona. Widzę, że zrecenzowałam ją w 2013 roku ;p i Od tej pory z małymi przerwami na nowości jest ze mną.

Po spotkaniu blogerek dostałam przesyłkę z kosmetykami Aqua Pi. O innym produkcie, czyli ich kremie, który absolutnie rozwalił mnie opisem pisałam tutaj. Mimo wszystko krem był całkiem dobry więc pokusiłam się o otwarcie płynu micelarnego i balsamu do ciała. 

Ale dziś o tym pierwszym.



Formuła 5 w 1 pomaga: 
usunąć makijaż i zanieczyszczenia z twarzy, oczu i ust
oczyścić i odblokować pory
złagodzić podrażnienia
przywrócić fizjologiczne pH skóry
polecana w pielęgnacji każdego typu skóry nawet najbardziej wrażliwej

Substancja myjąca w 100% pochodzenia naturalnego z certfikatem Ecocert. Bez sls/sles. Bez barwników. Bez alkoholu. Bez parabenów. Bez dodatku sztucznych substancji zapachowych. 




Nie będę się jakoś bardzo roztkliwiać nad tym płynem. Bardzo dobrze radzi sobie z makijażem i zanieczyszczeniami.  Ja niestety odczuwam pieczenie oczu, a bardzo tego nie lubię. Przy demakijażu twarzy sprawdza się świetnie i nie mam tu nic do zarzucenia. Skóra jest oczyszczona, odświeżona i bez podrażnień. Nie ma uczucia ściągnięcia i spięcia.

Ja dostałam małe opakowanie 70 ml. Wystarczyło mi na trochę, ale pozostanę wierna Biodermie. 

Produkt pełnowymiarowy możecie kupić na stronie producenta w całkiem dobrej cenie 34,90 za 400 ml.

sobota, 25 lutego 2017

Kobo Professional Perfect Gel Eyeliner

Ze względu na bliską obecność drogerii Natura od jakiegoś czasu często kuszę się na jakieś nowości. Ten eyeliner wpadł mi w ręce, bo akurat nie było innego linera w słoiczku, a mój wcześniejszy zaniemógł.




Eyeliner zawarty w słoiczku zrobionym w całości z plastiku. Trochęmnie to zdziwiło, bo zazwyczaj eyelinery są w szklanych słoiczkach ale co tam. Zaklejony był oczywiście sreberkiem przed paluchami macających ludzi. Zastanawialiście się kiedyś czemu ludzie nie korzystają z testerów? Jasne nie zawsze są, ale czasem są a i tak cześć kosmetyków jest zmacana. Oczywiście nagminne jest to podczas kultowych już wyprzedaży Rossmanowskich. Swoją droga kiedy teraz wypadają?

Ale miało być o eyelinerze. Mój pierwszy kontakt z nim był nieco dziwny. Zanurzyłam pędzelek i okazało się ze liner jest dużo miększy niż się spodziwałam. Zazwyczaj jest to właśnie taka żelo-kremowa konsystencja. Ten akurat był strasznie miękki. Wydobywał dużo produktu na pędzelek.
Ale od początku się polubiliśmy.Łatwo się nim maluje. I jest czarno- czarny, a nie jak czasem bywa szarawy czy grafitowy. Zastanawiałam się tylko czy zbyt miękka konsystencja nie wpłynie na trwałość produktu. Utrzymywał się normalnie. Czasem maluje się o 7:00, a w pracy jestem do 20-stej więc makijaż musi wytrzymać. Powiedziałabym, że jakość jest przyzwoita. W miarę wytrzymuje dzień.



Z czasem zauważyłam, że lekko zesztywniał, ale nie całkiem. Teraz maluje się nim trochę łatwiej, a i komfort aplikacji się nie zmienił. Na pewno pędzelek nie wpada już do środka. 

Zastyga na tyle powoli,że możemy sobie pozwolić na poprawki :)

Nie jest jednak moim ideałem. Chociaż nie mam do niego zastrzeżeń. Szukam czegoś co zastygnie na amen na powiece i wytrzyma wszystko.

Kosztuje 17,99 ale w Naturze często są promocje na produkty Kobo

Może któraś z Was ma swój eyeliner idealny?

wtorek, 21 lutego 2017

Yankee Candle kominek Rustin Modern Wood

W czymś te woski trzeba palić. Nie wiem czy pamiętacie, ale na mojej wish liście na ten rok był również kominek do wosków. Mój poprzedni zdegradowały koty biegając po domu i niszcząc wszystko na swojej drodze. Lubię rzeczy proste. Tak więc ten kominek od razu mi się spodobał. Przede wszystkim dlatego, że wygląda inaczej niż poprzednie wersje od Yankee


Ja mam jasną wersję tego kominka. Pasuje mi do mojego misz maszu w domu. Generalnie ciężko mówić o jakimś wystroju jak się jest w zawieszeniu, że milion rzeczy jest nie zrobionych. Może następny urlop wykorzystam na jakiś remoncik;p
\

Ale miało być o kominku. Jest absolutnie piękny. Miseczka jest ściągana więc bez problemu można  zutylizować resztki wosku.Bardzo mi się to podoba. Oczywiście przy łobuzach w domu trzeba uważać, żeby nie spadła, ale póki co są średnio zainteresowane kominkiem.


Brzegi kominka delikatnie się tylko nagrzewają.  Jestem absolutnie zauroczona tym kominkiem- największy urok w jego inności. 


Kominek w innej wersji kolorystycznej możecie kupić na goodies.pl

Widziałyście już ten kominek ?
Podoba się Wam?

niedziela, 19 lutego 2017

Bania Agafii wygładzający peeling-masaż do ciała


Znów mnie chwilę nie było. Zakręcony był to tydzień. Poza tym mój otworzył mini piekarnię i często jeżdżę pomagać. A poza tym oczywiście swoja praca. Ale już się pozbierałam - mam nadzieję, że ten tydzień będzie spokojniejszy :)

Dziś przylatuję z szybką recenzją peelingu.
Bania Agafii wygładzający peeling-masaż do ciała.

Dzięki swojej konsystencji i aktywnym naturalnym komponentom wchodzących w jego skład, stosowanie peelingu daje efekt masażu, przynosząc skórze gładkość i miękkość. Organiczne pestki maliny arktycznej skutecznie złuszczają naskórek i wyrównują powierzchnię skóry, a 5 aktywnych olejków obficie odżywia i nawilża.




Peeling w swoim składzie zawiera olejek z nasion rokotnika, cedru syberyjskiego, rumianku, nagietka.
Zawarty jest w dość fajnej formie saszetki z zakrętką. opakowanie jest odporne na wodę i zajmuje mało miejsca dzięki czemu można go zawsze gdzieś w łazience wcisnąć.


Ma bardzo ładny- owocowo jagodowy zapach. Przynajmniej dla mnie jest to zapach jagód. I na tym kończą się jego zalety. Niestety peeling jest bardziej żelem z drobinkami niż typowym peelingiem. Konsystencja jest dosyć lekka, a drobinek peelingujacych mało. Przez to jest kompletnie niewydajny, żeby zrobić porządny peeling trzeba go zużyć dużo. Plus za to, że nie zostawia tłustej powłoki. Zdecydowanie wypada słabo przy peelingach Organic Shop czy The Secret Soap Story.


Kupiłam kilka wersji tych peelingów. Zobaczymy czy z innymi też będzie słabo.

czwartek, 9 lutego 2017

Organic Shop Organic raspberyy & sugar body scrub

Pokazywałam Wam niedawno jakie zakupy peelingowe poczyniłam. Było w nich kilka sztuk peelingów od Babci Agafii oraz Organic shop. I właśnie o jednym z nich dzisiaj

Organic Shop Organic rapberry & sugar body scrub


Scrub peeling do ciała Organiczna Malina & Cukier. Zapewnia skuteczną pielęgnację skóry Ekstrakt z malin dostarczy Twojej skórze witamin i składników odżywczych. Nada jej elastyczność, jędrność jakiej jeszcze nigdy nie doznałaś. Sprawi, że stanie się miękka, gładka, nawilżona i oczaruje wszystkich dokoła Ciebie. Cukier trzcinowy poprawi właściwości ochronne skóry.



Malinowy krem- tak nazwali tą wersję zapachową peelingu. I faktycznie tak pachnie jak malinowy krem, może trochę podkręcony zapachowo ;).Opakowanie jest super proste bardzo praktyczne. To po prostu plastikowy kubeczek z pokrywką. Da się ? Da się. A  nie  upychać w piętnasto warstwowe opakowania. W jakiś sposób to  opakowanie pasuje mi do produktów ekologicznych. Na dobrą sprawę taki pojemniczek można podrzucić mężowi ( chyba, że sama się tym zajmujesz) na śrubki czy inne pierdoły( zalatuje zbieractwem wiem, ale  pamiętam, że mój ojciec zawsze szukał pojemniczków na te nakrętki itp).

Papierowa etykietka z opisem trochę niszczeje w łazience- nie jest ofoliowana. Ale jakoś mi to specjalnie nie przeszkadza.
Substancją ścierającą jest cukier. Dużo cukru. Bo to peeling z serii konkret. Czyli takie jakie lubię najbardziej. Nie jest tez bardzo suchy jak peelingi z The Secret Soap Story. Bardzo dobrze się rozpuszcza Przede wszystkim peeling nie zostawia tłustej warstwy i za to wielki plus. Jeśli nie lubicie słodkich zapachów to wersja malinowa nie przypadnie Wam do gustu. No cóż ale są inne- kusi mnie otworzyć teraz pomarańcze. Póki co nie mam dość jej zapachu. Poza tym zapach pomarańczy podobno działa antydepresyjnie a to się przydaje w te ciemne dni.

Jest dość wydajny przez swoją konsystencję. Wystarczył mi na około 7 razy.
kosztuje od 7-11 zł w drogeriach internetowych.

Skład: Sucrose, Glycerin, Cetearyl alcohol, Butyrospermum Parkii Butter,Rubus Idaeus Fruit Extract, cocamidopropyl Betaine, Aqua, Parfum, Limonene, Linalool, CI77742, Ci 77491

środa, 8 lutego 2017

Dlaczego ludzie się zmieniają?

Ale ona się zmieniła....
On nie jest już taki jaki był
Ile razy słyszeliście lub wypowiedzieliście takie słowa? Myślę, że co najmniej raz, Często ludzie po jakiś zdarzeniach , sytuacjach życiowych zmieniają się. Ale nie zawsze tak jest czasem sami dochodzą do wniosku, że trzeba coś poprawić.
Czy to źle, że się zmieniamy ?

Kiedyś byłam inną osobą , pewnie każdy z Was może pomyśleć to samo o sobie. Co mnie zmieniło ?
Po częsci ludzie po częsci plany.A tak naprawdę zdarzenia.

Nie mamy wpływu na to kogo spotkamy na naszej drodze, nie mamy wpływu na zdarzenia, ale mamy wpływ na to co z tym dalej zrobimy.

Spotkaliście kiedyś w życiu wampirów energetycznych ? To określenie ludzi, którzy powodują ze po spotkaniu z nimi czujemy się zmęczeni, zdołowani. Często są to osoby blisko nas. Może się zdarzyć na nawet nasz przyjaciel powoduje, że czujemy się gorzej. Znasz to uczucie, kiedy przez znajomość z kimś czujesz się gorsza? Porównując się z nim wypadasz słabo?

Czy to znaczy, że trzeba wyrzucić takich ludzi ze swojego życia? Nie. Bo pewnie poza tą cechą mają inne, które sprawiają, że są świetnymi ludźmi. Chyba, że dalej czujemy się sflustrowani przy nich....i dalej czujemy się gorsi. Często się wtedy odsuwamy, żeby się nie udusić

Ale czemu masz się z kimś porównywać- każdy z nas jest inny. Jeden jest bardziej wrażliwy, drugi bardziej ekspresyjny, jeden potrzebuje uwagi, inny woli stać z boku, jeden jest świetnym sportowcem, a drugi nieźle robi na drutach,

Ale czy to znaczy, że ten malujący obrazy jest gorszy od budowlańca? Nie- oznacza to, że  jest inny,

Na pewnym etapie życia doszłam do wniosku, że istnieje jedna osoba do której chcę się porównywać. I jestem nią ja sama. Czy jestem lepsza niż rok temu? Czy lepiej podejmuję decyzje?

Wiele razy zarzucali mi pracoholizm, zarzucali, że nic tylko praca.Że daję się wykorzystywać, że zostaje po godzinach. A co jeśli ta praca daje mi cholerną satysfakcję?Co jeśli cholera jasna chce zostawać po godzinach, chcę wyciągać jak najwięcej. Co jeśli kręci mnie to na tyle, że będę siedzieć w pieprzoną niedziele i czytać o tym co mnie w niej jara?
Jasne początki były trudne, chodziłam sflustrowana jeśli mi coś nie szło. Zaczęłam słuchać głosów bliskich, że nie powinnam, że po co to robię. I gryzłam się w środku miedzy sobą,a nimi.
A dziś wiem, że to była dobra droga, bo stanęłam w punkcie kiedy mogę sobie popatrzeć prosto w oczy i powiedzieć- dziewczyno dałaś z siebie wszystko i dziś jesteś tam gdzie chciałaś!

To nie jest tak, że wystarczy sobie powiedzieć za rok stanę w tym miejscu. Trzeba w to szczerze uwierzyć.

Wierzysz w to, że jesteś zajebiście wartościowym człowiekiem-jedynym w swoim rodzaju?

To weź kartkę i napisz 10 swoich zalet.

Udało się? Było ciężko?Czy bez problemu możesz stwierdzić jakie są Twoje mocne strony?

Mam nadzieję, że się udało bez problemu( o ile ktokolwiek pokusił się by to zrobić;P)

To nie chodzi o bycie zadufanym w sobie- to chodzi o poczucie własnej wartości. Może zalatuje egoizmem. Trudno.

Jest jeszcze jedna rzecz, która pcha nas w zmiany siebie na lepsze. Nasze  spojrzenie na świat. Widujecie czasem ludzi, którzy uśmiechają się idąc ulica? Którzy są szczerze uprzejmi wobec Was? Od razu ich zauważamy, choć to nieliczni. I nasuwa się pytanie " Co on kuźwa bierze? Co się tak cieszy jak jest tak chujowo, pada, zimno, piździ lub gorąco, leje się z ludzi, śmierdzimy upoceni.
Powiem Wam szczerze, że ja kiedy uśmiecham się do ekspedientki w sklepie spotykam się czasem z mija- pojebana co się tak szczerzy. Ale co mi ta kobieta winna? Czemu mam się do niej nie uśmiechnąć. Ot taki ludzki odruch.

Spróbuj wsiąść kartkę i napisać 10 świetnych, miłych rzeczy, które spotkały Cię w tym tygodniu.

Kiedy pierwszy raz próbowałam to zrobić udało mi się wypisać 4 rzeczy. Uświadomiłam sobie, że nie zauważamy rzeczy, które nas spotykają. Za to,że nas ktoś wkurwił pamiętamy jeszcze przez tydzień;p Nie zauważamy rzeczy fajnych, bo naturalne jest to, że ma być dobrze. A kiedy nie jest możemy ponarzekać i zapamiętać!

Ludzie chcą być lepsi, starają się samorealizować. I czasem się zmieniają -są inni. Postawienie sobie pytania- czego chcesz w życiu jest trudne, ale cholernie ważne. Bo może to postawić świat do góry nogami. I często tak bywa...

I wiecie co? Jeżdzę starą Carismą, mieszkam w malutkim mieszkanku, nie stać mnie na co miesięczne zakupy w Sephorze i często muszę sobie czegoś odmówić, ale mam koło siebie fajnego faceta i świetnego syna i to jest to co jest dla mnie ważne. Idę do pracy z uśmiechem.Są również koło mnie ludzie, którzy są czasem ze mnie dumni. I ja sama bywam z siebie dumna.

Może więc osoba, która się zmieniła tak naprawdę postawiła sobie plany i marzenia i idzie do celu? Nie zawsze ta droga prowadzi koło Was.. i nie zawsze Wasza droga będzie przechodzić koło nich, ale to nie znaczy, że jakieś Wasze trasy się nie krzyżują- np na kawie.

Ot taki wywód mnie natknął dziejszego wieczoru. Dzięki jeśli ktoś to przeczyta!

wtorek, 7 lutego 2017

Yankee Candle Snow in Love

No i znów przepadłam... po zakupie nowego kominka zaczęło się... palę i wypróbowuję woski na potęgę.. aż syn pyta mnie po co to robię a chłop nie chce słuchać... no ale cóż gadać z chłopem o kolorach i zapachach chyba się nie da. Oni nie do końca rozumieją naszą podnietę odnośnie bibelotów, zapaszków i świec... ot taki zbędny gadżet...

Pozostajemy w klimatach zimy dlatego złapałam na Snow in Love, który wpadł w moje ręce już jakiś czas temu,ale nie miałam jak go palić, bo koty rozwaliły mi kominek.



Zima lubi dzieci najbardziej na świecie, a Yankee Candle potrafi wszystkich, nawet największych zmarzluchów przekonać do tego, że nawet największy śnieg i mróz można pokochać. Wszystko za sprawą snow in love- zjawiskowej, zamkniętej w jasnym wosku mieszkanki, która pachnie jak poranny, grudniowy spacer, albo jak szalona przejażdżka na sankach. A to przez obecność nut nawiązujących do zapachu leśnych, przykrytych śnieżna kołdra drzew połączonych ze świeżym aromatem mroźnego powietrza. Tak przygotowana kompozycja pobudza, napawa energią i sprawia,że nawet największy śnieg i mróz zaczynamy postrzegać w innym, zdecydowanie bardziej pozytywnym świetle.

Producent twierdzi, że ma w sobie leśną nutę . Ja jej kompletnie nie wyczuwam. Dla mnie jest to zapach lekko pudrowy. Słodki. Kojarzy mi się z delikatnie męską nutą. Bardzo szybko wypełnia pomieszczenie aromatem. To zapach, który zdecydowanie otuli w mroźne dni. Nie jest mdły- ale na dłuższą metę może się znudzić. Mimo iż jestem miłośniczką owocowych i orzeźwiających nut w zapachach do domu to polubiłam Snow i love:)

Ten i inne zapachy możecie zakupić na goodies.pl


niedziela, 5 lutego 2017

Aqua Pi Aqua magica sempre hydro power 24H

Piękna skóra to przede wszystkim dobrze nawilżona skóra. Z pomocą nadciąga Aqua Pi  Aqua Magica Sempre Hydro Power 24H.

Czy się sprawdził ?Zapraszam na post.



Kosmetyki Aqua Pi posiadają w swoim składzie wodę naładowaną słabymi polami elektromagnetycznymi... i tu naszło mnie pytanie.... czyli co? Zaczęłam grzebać po internecie przez parę dni szukając czym jest woda naładowana słabymi polami elektromagnetycznymi... nie wiem i pewnie się nie dowiem. Jestem osobą, która jest w stanie coś zrozumieć jeśli zostanie mi to wyjaśnione. I jeśli jest to logiczne to przyjmuję to do wiadomości. Przy okazji pisania tej recenzji dowiedziałam się jak wiele firm robi nas w bambuko wciskając nam różne sposoby uszlachetniania wody. Oczywiście woda z która mamy kontakt na co dzień jest absolutnym dnem i zagrożeniem dla naszego życia. Człowieku jeśli nie zakupisz filtra firmy A czy naładowywacza pozytywnej energii firmy B to zginiesz....ale to taka dygresja :)
Tak więc kosmetyki są na bazie Aqua Magica - wody naładowanej słabymi polami magnetycznymi czymkolwiek to jest i jakie ma właściwości. Ale ma certyfikat i Włoscy naukowcy wymyślili.




Działanie kremu oparte jest na silnie nawilżającym wyciągu z Imperata Cylindrica, który bogaty w potas i DMSP, utrzymuje równowagę osmotyczną komórki, dzięki czemu wykazuje istotne, szybkie i długotrwałe, 24-godzinne działanie nawilżające. Imperata Cylindrica działa niczym aktywny kompres maksymalizujący poziom nawilżenia skóry w błyskawiczny sposób przywraca jej optymalny poziom wilgoci oraz eliminuje skutki dehydratacji, takie jak uczucie napięcia, szorstość, podrażnienie i zaczerwienienie. Poprzez wielopoziomowe, długotrwałe i efektywne uwodnienie epidermy Imperata Cylindrica znacząco poprawia wygląd skóry: zwiększa elastyczność, zmiękcza i wygładza skórę oraz redukuje zmarszczki spowodowane niedostatecznym nawilżeniem. Zastosowane w kremie dodatkowe składniki czynne, pozostawiają na powierzchni delikatny film wzmacniający barierę hydro-lipidową, zapobiegający transepidermalnej utracie wody, wyrównując koloryt oraz zapobiegające przedwczesnemu starzeniu się skóry.

Nie no generalnie szok... Przecież jak się to czyta to człowiek sobie myśli "jak ja mogłam żyć bez tego kremu"

Imperata Cylindrica jest to roślina trawiasta o silnych właściwościach nawilżających, zawiera DMSP-jest to molekuła, która pomaga tej roślinie utrzymać wilgoć.

Utrzymuję równowagę osmotyczną- odsyłam tutaj do definicji osmozy i równowagi osmotycznej. Równowaga osmotyczna następuje kiedy po obu stronach błony półprzepuszczalnej jest taki sam potencjał wody. W przypadku skóry jest to błona komórkowa. Brzmi bardzo naukowo i mądrze a chodzi o utrzymanie prawidłowego nawilżenia w skórze :)

Eliminuje skutki dehydratacji- czyli odwodnienia skóry-cóż jest to odkrycie wielkie, że krem nawilżający ma eliminować skutki przesuszenia;p

Poprzez wielopoziomowe,długotrwałe i efektywne udownienie epidermy- znacząco poprawia wygląd skóry. Epiderma po po prostu naskórek :) Ale przecież brzmi naukowo prawda?

A co do transepidermalnej utracie wody ... to stwierdzenie jak z horroru.. Czujecie już ten dreszczyk emocji ze strachu .... Potraficie sobie wyobrazić, że z waszego naskórka ucieka woda? Czujecie już ten horror rozgrywający się każdego dnia? Wszak to proces całkowicie normalny... Zdarza się ... hmmm codziennie ?


Jak dobrze, że wzięłam się za używanie tego kremu przed przeczytaniem tego naukowego odpisu dramatu jaki odbywa się codziennie na mojej skórze.

Bo krem naprawdę jest dobry :)

Ma lekką , szybko wchłaniającą się konsystencję. Kiedy wysmaruję się nim wieczorem- tak jest to krem na dzień i na noc, budzę się z dobrze nawilżoną cerą. Bardzo dobrze sprawdza się pod makijaż- szybko się wchłania i nie roluje pod podkładem. Używając tego kremu mam poczucie świeżej i nawilżonej skóry. Nie zaobserwowałam żadnych skutków zapychających skórę. Świetnie sprawdza się też wieczorem, gdyż nie trzeba długo czekać, aż krem się wchłonie. W końcu równowaga osmotyczna wsmarowana w poduszkę nie byłaby już taka sama... wredna jestem wiem... ale bardzo ubawiły mnie te opisy.
Są tez takie dni kiedy, nie muszę się szykować wcześnie do wyjścia..piję kawę siedzę i robię rożne rzeczy z cyklu- nigdzie mi się nie spieszy- po nocy moja skóra jest na tyle dobrze nawilżona, że nie muszę tego powtarzać z samego rana.

Możecie go kupić tutaj za 39,90

Chętnie zakupiłabym kolejne opakowanie... ale... no właśnie  ale...
Nie  wiem, czy trafiła mi się felerna wersja, ale opakowanie kompletnie nie przetrwało.




Miałam krem ze sobą na jednym wyjeździe. Zazwyczaj nie rzucam kremem o ścianę lub podłogę w ramach rozrywki. Tym razem też nie rzucałam, a niestety opakowanie wygląda jakby gdzieś niedaleko coś strzelało.
Niestety opakowanie nie udźwignęło potęgi kremu




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...